![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
do-gory-nogami bloguje...2010-12-01 03:56:06po przerwie Wierzyc mi sie nie chce, ze tak dlugo mnie tu nie bylo. Tyle sie dzialo, ze nie wiem od czego zaczac. I w tym problem, bo jak tylko sobie pomysle, o jak wielu rzeczach chcialabym napisac, to mi sie... odechciewa. Wakacje skonczyly sie juz dawno. Udalo nam sie pojechac do Hong Kongu i Makao. Chlopcy zaczeli nowy rok szkolny, Jamie jest w drugiej klasie, a Kai w zerowce. Zaliczylismy kolejny wyjazd do Sydney, na kolejne wesele. Wzielam na siebie za duzo obowiazkow w szkole chlopcow; ostatnio czuje ze moglabym sie tam wprowadzic i zaoszczedzic na mieszkaniu ;-) Za tydzien odbedzie sie doroczny Koncert Swiateczny w szkole chlopcow. Jestem odpowiedzialna za scenografie i po nocach juz mi sie snia wszelkie mozliwe katastrofy z tym zwiazane... Do tego jeszcze dostalam prace, chwilowo w niewielkim wymiarze godzin i z domu, ale to tak zebym sie przypadkiem nie nudzila, jak znajde wolna chwile ;-) Ostatni weekend zas spedzilam w Bangkoku na damskich szalenstwach. To tak w skrocie, od czegos zaczac trzeba :-) skomentuj (11) 2010-07-29 07:01:46 wakacje Zyje, nie zaginelam i mam sie dobrze. Mam tez wakacje. Szkolne. Odzwyczailam sie juz od dzieci "na caly etat". Dzieci tez sie niestety odwyczaily od po prostu wakacyjnego leniuchowania. Szkola nauczyla ich, ze dzien wypelniony ma byc ciekawymi i stymulujacymi zajeciami... Wypelniam wiec i stymuluje, ale bez przesady. Dzieciom potrzebna jest tez po prostu taka kreatywna, samodzielna zabawa. Problem w tym, ze jest sezon monsunowy, a wiec pogoda kiepska. Problem tez w tym, ze w tym roku jakos wszyscy znajomi postanowili wyjechac na wakacje w swe rodzinne strony i nawet nie bardzo jest sie z kim spotkac. Kolejny problem to to, ze lokalne szkoly wakacji nie maja, wiec poza zwyklymi atrakcjami, nic specjalnego sie nie dzieje. A do tego jeszcze zarzad naszego kondominium wybral wlasnie te dwa miesiace, podczas ktorych moje dzieci sa na wakacjach, zeby robic remont. Czyli mam rusztowania na zewnatrz i basen, ktorego nie moge uzywac... Uciekamy wiec z domu kiedy tylko sie da, zaliczamy po raz kolejny muzea, zoo, park ptakow... Najchetniej ucieklibysmy z Singapuru, ale troche juz sie w tym roku najezdzilismy, a we wrzesniu czeka nas kolejny wyjazd do Sydney, na kolejne wesele... Moze uda sie pojechac choc na pare dni do Hong Kongu, odwiedzic znajomych. Malzonek jedzie sluzbowo, wiec moze my na doczepke.... skomentuj (6) 2010-06-22 10:53:42 sentymentalnie... Lipy i jasminy, i stare milosci, i tance do rana.... Starzy dobrzy znajomi, ktorych czas wcale bardzo nie zmienil... Wspomnienia czajace sie za kazdym rogiem... Wszechobecny zapach truskawek... Powrocilam wlasnie z podrozy sentymentalnej. Ktores tam "lecie" matury, nie chce pamietac ktore ;-) Jak sie starzec, to z hukiem. Moi panowie jakos dali sobie rade. Dzieciaki juz domylam, podlogi tez. Powrot do codziennosci... skomentuj (3) 2010-05-12 14:20:30 Asia for beginners Mowi sie o Singapurze, ze to taka "Azja dla poczatkujacych". I racja. Miasto nowoczesne, o "szoku kulturowym" mowic wlasciwie trudno, chyba ze ktos do podrozy nie jest przyzwyczajony. Szok to jest dopiero, gdy nowo poznani w podrozy ludzie zaczynaja opowiesc od "gdy wlasnie przechodzialam moja piata malarie...". Meret i Michell, nasi nowi znajomi, mieszkaja w Vientiane - stolicy Laosu. Jako szwajcarscy dyplomaci mieszkali juz w Beninie, Izraelu i Kambodzy, maja wiec o czym opowiadac. Nas interesowalo zwlaszcza to, jak sie mieszka tzw "expatom" czy "farangom" (czyli bialasom) w Laosie. Mieszka sie ciekawie. Maja fajny domek z ogrodkiem. Maja straznika, ogrodnika i sluzaca. Maja tez czesty brak pradu, czasami kobry w ogrodku oraz supermarket, w ktorym wybor artykulow pochodzenia zachodniego jest, ze tak powiem, ograniczony. Francuskie wina zas w calkiem niezlej cenie, zwlaszcza porownujac z Singapurem ;-) Najgorzej jest jednak z opieka medyczna. Lokalnego szpitala unika sie jak ognia. Jest dwoch lekarzy, do ktorych ustawiaja sie w kolejce tlumy: jeden przy ambasadzie francuskiej, drugi przy australijskiej. W razie naglej potrzeby jedzie sie do szpitala w Tajlandii. Najblizszy, z maszyna do rentgena na przyklad, jest oddalony od 60km (Vientiane lezy niedaleko granicy z Tajlandia). Jesli zajdzie taka potrzeba, chorego wsadza sie w prywatny samochod, na granicy zas przenosi sie go do tajskiej karetki. Problem w tym, ze granica w nocy jest zamknieta. Lekarze maja swoje sposoby na zorganizowanie jej otwarcia w naglych przypadkach. W najgorszym razie korzysta sie z helikoptera - podobno kazdy ma przypiety na lodowce numer tego prywatnego serwisu. Z helikopterem tez jest problem: prywatny helikopter nie moze leciec bez obecnego na pokladzie personelu wojskowego, w razie naglej potrzeby najpierw trzeba taka obecnosc zorganizowac... Cos mi sie wydaje ze pare osob niezle na tym zarabia. Pojechac do Laosu w celach turystycznych na pare dni to jedno, mieszkac tam to zupelnie cos innego... Tagi: podroze, azja, laos skomentuj (4) 2010-05-07 06:48:52 Sabaidee Pimai 2554! Tagi: nowy rok, azja, laos skomentuj (0) 2010-04-30 05:36:08 Sabaidee! Laos jest malym panstewkiem w Azji Srodkowo-Wschodniej, ktore dopiero od niedawna przezywa najazd turystow. Francuscy kolonialisci pozostawili po sobie sztuke wypieku chrupiacych bagietek i croissantow, tudziez nieco perelek kolonialnej architektury. Po amerykanskich bombowcach pozostaly miliony niewypalow, ktore do dzis zabiaja i kalecza lokalna ludnosc. W latach 1964-73 Laos byl bombardowany 580,344 razy, czyli srednio co 9 minut przez 10 lat... Do tego krolewska przeszlosc, japonska okupacja, ogromne wplywy Buddyzmu Theravada i komunistyczna wspolczesnosc - co za mieszanka! Podczas naszej podrozy odwiedzilismy jedynie stolice - Vientiane, oraz dawna stolice, umieszczona na liscie zabytkow UNESCO - Luang Prabang. Pisac wiec o Laosie na podstawie jedynie tych dwoch miejsc to tak, jak pisac o Australii na podstawie odwiedzin w Sydney i Canberze. Ogolnie jednak mowiac, Laos przypadl nam do serca. Zwlaszcza zas jego mieszkancy, ludzie niezwykle przyjazni i usmiechnieci. Bardzo szybko przyswoilismy sobie laotanskie powitanie "Sabaidee!", slyszac je bezustannie... Jaki jest Laos... Laos to mgliste poranki na Mekongu... Szafranowe szaty mnichow, ktorzy kazdego ranka zbieraja jalmuzne od lokalnej ludnosci... Buddyjskie swiatynie polyskujace w sloncu zlocistym przepychem.... Zycie jeszcze wciaz na tyle nie zmienione przez wplywy zachodnie, ze mozna posmakowac nieco autentycznej Azji... Porosnietych dzungla wzgorz wokol miast niestety wlasciwie nie widzielismy - przyslanial je dym z wypalanej dzungli wlasnie. Wypalanej pod uprawy drzew kauczukowych czy plantacji palm olejowych. Korupcja i brak regulacji sprawia, ze intratne uprawy przynosza zyski zagranicznym inwestorom, a nie mieszkancom Laosu, dla ktorych pozostaje utrata ziemi i przesiedlenia. Wiszacy w powietrzu dym nadawal calemu otoczeniu odcien sepii. Do tego suchy upal, jakze odmienny od singapurskiej sauny... W Laosie bylismy akurat pod koniec pory suchej. Wyschnieta ziemia, bezwodne wodospady, pyl i kurz - i zmeczona natura, i ludzie z utesknieniem wygladali deszczu. Wlasnie o tej porze roku w Laosie obchodzony jest Pimai - laotanski Nowy Rok. Obchodzony hucznie, radosnie i mokro... Ale o tym juz w nastepnej notce. Tagi: azja, podroz, laos skomentuj (1) 2010-04-24 02:39:06 wyzwanie dla Tooth Fairy... To jest laotanski srodek transportu, tuk tuk: A to jest Jamie delektujacy sie grillowana kurza nozka (z wlasnego wyboru): Dodajmy do tego laotanskie wyboiste drogi i mamy rezultat: wypadl zab numer 7. (Zdjecie "po" jest nazbyt makabryczne dla publicznego ogladu ;-)) Zab numer 7 przebija jedynie zeba numer 5, ktory wypadl na Sulawesi. Jamie z tata wybrali sie na snorkeling. Tato chcial w pewnym momencie pomoc synowi oproznic wode z maski i wyjmujac rurke... wyjal zeba. Udalo mu sie nawet tego zeba dopasc, zanim siegnal koralowego dna. Nastepnie zas zarzadzil natychmiastowy odwrot do wybrzeza, bo rekiny w tych wodach od czasu do czasu sie pojawiaja.... Tooth Fairy musi sie ciezko napracowac kolekcjonujac Dzemikowe zeby... Zaczela nawet placic w walucie lokalnej, bo on te zeby bardzo miedzynarodowo gubi :-) skomentuj (1) |
|